| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
kontakt: lodztak@gmail.com

Wykorzystywanie zdjęć dostępnych na blogu możliwe jest tylko za pisemną zgodą autora (Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83)

Blogi

Strony o Łodzi
lodz.jp.pl

Strony o Łodzi

Galeria zdjęć - Łódź

Łodzianie z pasją

niedziela, 17 stycznia 2016

"Łodzianie z pasją" - Wiktoria Czajka - cz.2

Dzisiaj druga część wywiadu z Wiktorią. Zapraszam serdecznie do lektury :-)

Michał Rusinek: Naprawdę, Twoje dokonania i serce jakie w to wkładasz robią ogromne wrażenie J Myślę, że niejedna osoba po przeczytaniu wywiadu z Tobą, chętnie zgłosi się do wolontariatu J Właśnie, jeśli ktoś będzie zainteresowany niesieniem bezinteresownej pomocy psiakom, to co powinien zrobić i gdzie może się zgłosić?

Wiktoria Czajka: Jeśli ktoś chciałby pomóc psom lub kotom ze Schroniska, zachęcam do przyłączenia się do wolontariatu J Formy wolontariatu też są różne, w zależności od tego ile osoba chętna ma czasu i jak chce pomagać. Może to być pomoc bezpośrednia, jak i pośrednia, o których opowiadałam przy okazji poprzedniego pytania. 

W przypadku Łódzkiego Schroniska, dostanie się na wolontariat niestety nie jest łatwe i obwarowane szeregiem formalności, od przejścia szkolenia behawiorystycznego w Centrum Szkoleniowym Balu (www.balu.com.pl – polecam serdecznie!), po egzamin z regulaminu pracy wolontariusza, nie wspominając o czasie oczekiwania na odzew po złożeniu swojej kandydatury. Polecam również dwa inne schroniska, w których naprawdę łatwiej zaangażować się w wolontariat. Są to schroniska fundacyjne: Fundacja Medor w Zgierzu ZOBACZ oraz Fundacja  Niechciane i Zapomniane w Łodzi ZOBACZ Dodam, iż w Medorze nie trzeba być nawet wolontariuszem, żeby przyjechać i wyprowadzać psy.

Osobom, które chciałyby pomóc ofiarowując swoją darowiznę, również polecam Fundację Medor oraz Fundację Niechciane i Zapomniane. Ktoś spyta, czemu te miejsca, a nie Łódzkie Schronisko? Otóż śpieszę z wyjaśnieniem. Zarówno Medor, jak i Niechciane i Zapomniane, są to  schroniska fundacyjne, które nie otrzymują funduszy z gminy, ale utrzymują się na własną rękę, a więc właśnie z darowizn. Z doświadczenia mogę stwierdzić, że właśnie z tego względu są one dużo bardziej potrzebujące. Oczywiście naszemu Łódzkiemu Schronisku na Marmurowej również można przekazywać dary (nie w formie pieniężnej, gdyż jako instytucja publiczna nie ma możliwości przyjmowania pomocy finansowej), niemniej jednak jako schronisko gminne i najbardziej znane w mieście, Schronisko na Marmurowej dostaje niezliczoną ilość darów z całej Łodzi (wszelkie firmy, szkoły, przedszkola, nowożeńcy itp. itd.). Także z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nasze psiaki są dobrze zaopatrzone pod względem materialnym. Niestety, tylko pod tym względem. Niestety, dom i miłość nie jest do kupienia…

Osobom zastanawiającym się nad przekazaniem darowizny, śpieszę z informacją, co jest potrzebne w takim miejscu, jak schronisko J Przede wszystkim na pewno jest to KARMA. Karma głównie mokra (puszki, saszetki), gdyż chrupki potrafią stać w miskach cały dzień. Pragnę podkreślić, że wbrew powszechnej opinii, w schronisku również, a może nawet przede wszystkim liczy się JAKOŚĆ. Bardzo duży odsetek psów miało kiedyś dom i przywykło jednak do innego jadłospisu, niż chrupki z marketu 20 zł/25 kg, gdzie zawartość popiołu przekracza granice przyzwoitości. Przestawienie się na taki pokarm jest na tyle drastyczne dla ich układów pokarmowych, że skutkuje rozstrojem żołądka, który jest powszechną bolączką mieszkańców schronisk. W takich miejscach nierzadko potrzebna jest również karma specjalistyczna np. dla psów z cukrzycą, z chorą trzustką, wątrobą itp. Zatem apeluję do Ludzi o Wielkich Sercach: JAKOŚĆ, a nie ilość. Potrzebne są również takie produkty żywnościowe jak ryż, makaron (byle nie kasza, gdyż dłużej zalega w żołądku psa i ulega fermentacji).

 

Zdjęcie wykonane podczas sesji "Projekt Kanapa - z klatki do chatki". Z psiakiem z Łódzkiego Schroniska o imieniu Fuksik. Więcej o Fuksiku oraz kontakt w sprawie adopcji: http://schronisko-lodz.pl/index.php?p=adopcje&a=view_details&id=6387 Autor zdjęcia: Kasia Rezle.


Michał Rusinek: Co jeszcze oprócz karmy można przynieść do schroniska?

Wiktoria Czajka: Oprócz pożywienia, mile widziane są również koce (w Łódzkim Schronisku na Marmurowej nie przyjmowane są kołdry ze względu na warunki utylizacji odpadów; w innych przytuliskach należy dowiadywać się indywidualnie). Bardzo potrzebne są także obroże (najlepiej tradycyjne, nie na plastikowy zatrzask; absolutnie NIE kolczatki), smycze (tradycyjne, nie flexi), kagańce (metalowe, skórzane, materiałowe), miski, przysmaki do gryzienia typu żwacze, ścięgna, wędzone uszy, dentastix na zęby (raczej nie kości), ewentualnie maleńkie przysmaki przydatne do szkolenia, tzw. treningówki. Mogą być również obroże przeciwpchelne i przeciwkleszczowe, tudzież tzw. „wcierki” o takich samych właściwościach, dostępne u weterynarza lub w internecie. Ponadto przydatne są bardzo produkty do pielęgnacji, takie jak szampony, szczotki.

Z darami może zgłosić się każdy J Wystarczy, że odwiedzi wybrane schronisko w godzinach jego pracy, tj.:

· Schronisko dla Zwierząt w Łodzi (ul. Marmurowa 4): codziennie 8.00-16.00

· Fundacja Medor w Zgierzu (ul. Urocza 9): pn-pt. 10.00-17.00; sb-nd. 10.00-16.00

· Fundacja Niechciane i Zapomniane w Łodzi (ul. Malownicza 82): wizyty w biurze wyłącznie po wcześniejszym umówieniu się – telefonicznym lub mailowym (kontakt: Jolanta Łukaszewicz tel./SMS 604172408 (po godz. 16-tej; jola@niechcianeizapomniane.org)

 


Zima w Łódzkim Schronisku. Z psiakiem o imieniu Tolek - więcej info o Tolku oraz kontakt w sprawie adopcji: http://schronisko-lodz.pl/index.php?p=adopcje&a=view_details&id=10927 Autor zdjęcia: Anna Grzegorczyk

 

Michał Rusinek: Słyszałem również, że można pomóc psiakom zapewniając im tzw. „Dom Tymczasowy”. Możesz nam nieco przybliżyć tę formę wolontariatu?

Wiktoria Czajka: Polega to na tym, że osoba chętna do pomocy w tej formie zgłasza się do wybranego schroniska i bierze wybranego psa lub kota do siebie na okres znalezienia zwierzęciu nowego domu stałego. Wówczas, zarówno schronisko, jak i ta osoba wspólnie zajmują się promowaniem adopcji tegoż zwierzaka, co oczywiście zwiększa jego szansę na nowy dom. Jeśli chodzi o wsparcie materialne dla osoby będącej domem tymczasowym, schronisko często zapewnia choć część racji żywnościowej dla „tymczasowego” podopiecznego. Zwykle można również liczyć na darmową opiekę wet. w danym schronisku. Jeśli chodzi o kwestię formalną, w przypadku Schroniska dla Zwierząt przy ul. Marmurowej, wygląda to tak, że pies/kot musi być adoptowany na nazwisko osoby będącej tzw. Domem Tymczasowym. Krótko mówiąc, osoba ta zostaje formalnym właścicielem zwierzęcia, a więc prawnie odpowiada za jego życie i zdrowie, ale również za ewentualne pogryzienia i zniszczenia, jakich może dokonać jego podopieczny. Nie mogę wypowiadać się jak to wygląda w innych schroniskach, gdyż nie posiadam takiej wiedzy.

Z doświadczenia powiem, że bycie tzw. Domem Tymczasowym, popularnie zwanym „tymczasem”, jest niezwykłym, nieraz wzruszającym zajęciem. Mnie taka przygoda zdarzyła się, póki co, raz J Przygarnęliśmy z chłopakiem pod swoje skrzydła około roczną sunię w typie Amstaffa. Metka, bo takie imię od nas otrzymała, została porzucona przez swojego poprzedniego właściciela. Wykrwawiająca się, z dziurą w głowie aż do samej kości, Metka powolnie konała pod płotem Ogrodu Botanicznego w Łodzi… Zauważyła ją Pani Anna Solecka, która pośpieszyła suni z pomocą, uruchamiając cały łańcuch osób i zdarzeń. Swoim wielkim sercem poratowała nas m.in. Monika Stawiana-Marchwicka, wieloletni Przyjaciel rodziny, ale również przedstawicielka Fundacji Kot obok Psa ZOBACZ. Gdy sunia trafiła do lecznicy, weterynarz stwierdził, że ktoś umyślnie chciał ją zabić, a narzędziem użytym do tego celu był najprawdopodobniej łom… Sunia miała niezwykłe szczęście, że tyle osób zaangażowało się w pomoc, która polegała nie tylko na leczeniu ciała, ale także i ducha. Podczas 2 miesięcy, które Metka u nas spędziła, oswajałam ją praktycznie ze wszystkim: z dotykiem, z innymi psami, z mężczyznami, z dziećmi, ze schodami, z jazdą samochodem… Z przeogromną satysfakcją muszę wyznać, że w tym czasie sunia poczyniła spore postępy, co zaowocowało łatwiejszą aklimatyzacją u nowej wspaniałej rodziny, która – po długim, niestrudzonym promowaniu we wszystkich możliwych miejscach – wreszcie się znalazła! Państwo Sylwia Dworakowska-Wybor oraz Tomasz Wybor, wraz ze swą córą Marcelinką (która nota bene wypatrzyła sunię w Internecie J), dali Metce najlepszy Dom Stały, jaki mogłam dla niej wymarzyć J Po dziś dzień mam kontakt z tymi wspaniałymi ludźmi, a wieści i zdjęcia, jakimi co jakiś czas mnie raczą, sprawiają, że nie raz łza w oku się zakręci. A zatem, drodzy Czytelnicy… Jeśli tylko macie chęci i warunki, serdecznie polecam Wam podarowanie zwierzęciu w potrzebie tzw. Domu Tymczasowego. To niepowtarzalna, satysfakcjonująca i pełna wzruszeń przygoda, którą zdecydowanie warto przeżyć!

 


Z "tymczasową" podopieczną, Metką. Autor zdjęć: Monika Stawiana-Marchwicka.

 

Michał Rusinek: Poznaliśmy Twoją pasję, która tak naprawdę jest wolontariatem oraz Twoim hobby, natomiast jestem bardzo ciekawy czy Twoje źródło utrzymania jest również związane z niesieniem pomocy zwierzakom?

Wiktoria Czajka: Tak jak słusznie zauważyłeś, mimo, iż zwierzaki i fotografia to dla mnie temat rzeka, to tylko moja pasja. Z wykształcenia jestem mgr anglistyki i być może zaskoczę Cię, ale od października zeszłego roku studiuję zaocznie nauczanie języka angielskiego, w dodatku w Warszawie J Właśnie mam sesję - tym razem niestety nie fotograficzną ;-) Na co dzień pracuję w firmie logistycznej.

Michał Rusinek: Wiktorio, bardzo dziękuje Ci za spotkanie i będę mocno trzymał kciuki za Twoje poczynania J Czy jeśli ktoś będzie miał jakieś pytania, to może się do Ciebie zgłosić?

Wiktoria Czajka: Oczywiście! J Zachęcam wszystkich zainteresowanych zdjęciami, wolontariatem, poradami odnośnie psów itd. do kontaktu przez formularz kontaktowy na moim portfolio pod adresem www.vikcza.flog.pl/pf w zakładce „kontakt”. J

Michał Rusinek: Super! Dziękuję Ci jeszcze raz za spotkanie i życzę wielu sukcesów Tobie i Twoim czteronożnym pupilom J

Moim gościem była Wiktoria Czajka.

 

Z prywatnym zwierzyńcem. Najwspanialsze psy pod Słońcem: od góry Messy i Hunter. Autor zdjęcia: Paweł Florczak.

 

niedziela, 10 stycznia 2016

„Łodzianie z pasją” – Wiktoria Czajka

Zgodnie ze złożoną na początku tygodnia obietnicą, na blogu od dzisiaj zagości nowa kategoria pt. „Łodzianie z pasją”. Dzięki niej będę chciał przybliżyć Państwu sylwetki niezwykłych łodzian, którzy każdego dnia bez względu na przeciwności losu realizują swoją pasję i dzielą się nią z innymi. To będą ludzie, którzy swoją charyzmą, siłą woli, uporem, uśmiechem, pozytywnym nastawieniem do ludzi, zwierząt i świata, są w stanie uczynić go lepszym i dać innym wiele radości, nie oczekując w zamian poklasku tłumu. To będą ludzie, o których na co dzień nie piszą media, a powinny… To będzie szansa również dla Was i Waszych znajomych, ponieważ jeśli macie niezwykłą pasję, która jest nieodzowną częścią Waszego życia, a na dodatek przysparza innym ludziom uśmiech na twarzy, to napiszcie proszę do mnie na maila lodztak@gmail.com, a nie wykluczam, że spotkam się z Wami i zaprezentuję Wasze sylwetki na blogu J Sam doskonale wiem, ile radości daje życiowa pasja i jak ciężko jest dotrzeć z jej efektami do szerszego grona odbiorców. Zachęcam do kontaktu, a dzisiaj oraz za tydzień zapraszam Was gorąco do zapoznania się z sylwetką osoby, która niemalże całe swoje życie poświęciła zwierzętom i niesieniem im bezinteresownej pomocy. Jak sama mówi, „Wolontariat to pasja, która uzależnia!”. Kochani, poznajcie Wiktorię Czajkę J

Michał Rusinek: Wiktorio, powiedz mi proszę, na czym właściwie polega Twoja pasja?

Wiktoria Czajka: Moja pasja to krótko mówiąc zwierzęta. Nie będę oryginalna jeśli powiem, że głównie psy i konie J W połączeniu z duszą artystyczną i zamiłowaniem do fotografii, swoją pasję realizuję na dwa sposoby. Po pierwsze działam w Łódzkim Schronisku dla Zwierząt  przy ul. Marmurowej 4 jako wolontariusz. Po drugie pasjonuję się fotografią zwierząt, co realizuję głównie robiąc zdjęcia psiakom do adopcji z Fundacji i Przytulisk dla zwierząt, głównie jednak w moim macierzystym Schronisku w Łodzi. Gdy starczy czasu, oferuję również prywatne sesje fotograficzne z pupilem lub samego ulubieńca. Efekty mojej pracy prezentuję głównie na swoim blogu fotograficznym, na który serdecznie zapraszam:

Blog: www.vikcza.flog.pl

Portfolio: www.vikcza.flog.pl/pf

Facebook: www.facebook.com/vikcza.flog

"Na spacerach z podopiecznymi z Łódzkiego Schroniska przy ul. Marmurowej 4. Psy ze zdjęć już w nowych domach. Po lewej Rudy, na górze Queen, na dole Axel (w Schronisku "Amor"). Początek przygody z wolontariatem - czerwiec 2014. Autor zdjęć: Dominika Jędrzejewska."


Michał Rusinek: Skąd się wzięła u Ciebie ta miłość do psiaków?

Wiktoria Czajka: Jak to zwykle bywa, takie rzeczy „wynosi się” z domu. Odkąd pamiętam, w naszym domu co rusz przewijały się różne mniejsze i większe zwierzaki, znalezione, kupione, przygarnięte, różne. Pomoc potrzebującym „braciom mniejszym” zaszczepili we mnie moi Rodzice, którzy nigdy nie przeszli obojętnie koło skrzywdzonego, porzuconego, czy głodnego zwierzęcia. Pamiętam, jak mama przynosiła do domu jeże i spłukiwała z nich pchły w wannie, by przynieść im choć trochę ulgi. No i tak to się zaczęło… Rodzice przygarnęli kiedyś z ulicy sunię, przy której tak naprawdę wychowywałam się 9 lat. Mniej więcej w tym samym czasie zaczęłam uczęszczać na lekcje jazdy konnej do Łódzkiego Klubu Jeździeckiego w Łagiewnikach. Jako nastolatka nie przepuściłam żadnej wystawy psów, która odbywała się w Łodzi. Półki uginały się pod ciężarem prenumeraty „Przyjaciela psa” oraz książek o rasach psów i koni, oraz rozmaitych samouczków dotyczących szkolenia psa, czy też tajników jeździectwa. Oprócz „czytadeł”, na półkach gościła również kolekcja figurek gipsowych z moją ulubioną rasą psów Collie, a spod kolorowych plakatów z psami prawie nie można było dostrzec oryginalnego koloru ścian :-) Moja pasja była na tyle widoczna, że sąsiedzi i rodzina radzili się mnie w sprawie wychowania swoich czworonogów, co chętnie czyniłam, czując się jak ryba w wodzie. Pewnego lata na działce sama skonstruowałam amatorski tor agility i urządzałam na nim pokazy ze swoim psem dla rodziny i sąsiadów („agility - sport dla psów polegający na tym, że pies prowadzony przez swojego przewodnika głosowymi i ruchowymi komendami musi pokonać bezbłędnie i jak najszybciej specjalny tor przeszkód” – źródło: Wikipedia.) Swego czasu moje psio-konne hobby realizowałam również na płaszczyźnie artystycznej, a mianowicie w formie rysunku. Młodzieńcze zamiłowanie do portretowania koni i psów na papierze, po długiej przerwie, samoistnie przekształciło się w uwiecznianie tych wdzięcznych stworzeń na fotografiach.

 

"Z domowego archiwum: 2001 rok. Z psim przyjacielem o imieniu Pongo. Autor zdjęć: Ludwik Czajka."


Michał Rusinek: Właśnie, powiedz mi, czy jeśli ktoś chciałby mieć fajne zdjęcia swojego pupila, to może się do Ciebie zgłosić?

Wiktoria Czajka: Oczywiście, zachęcam osoby zainteresowane do kontaktu w sprawie wykonania sesji fotograficznej z pupilem lub samego zwierzaka. Kontakt poprzez portfolio na moim blogu fotograficznym: http://vikcza.flog.pl/pf w zakładce „kontakt” J

Michał Rusinek: Wiktorio, powiedz mi jakie masz w domu zwierzaki i jak się wabią?

Wiktoria Czajka: Moje prywatne czterołapy to Messy - około pięcioletnia sunia, mix owczarka Collie, adoptowana przeze mnie z Fundacji Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva!, która po śmierci właścicielki została pozostawiona na pastwę losu i 17 innych psów z jej podwórkowego stada; Hunter -  około czteroletni czarny mix średniej wielkości, odnaleziony w rowie z zaawansowaną nużycą, którego od śmierci uratował mój chłopak; oraz Rozeńka – około sześcioletnia świnka morska, której historia wyjątkowo nie jest burzliwa, a Prosiak wiedzie spokojny żywot od zarania dziejów J Do niedawna była też z nami świnka morska albinoska, którą uratowałam z laboratorium dzięki przyjaciółce, jednak maleństwo odeszło po dwóch latach. Niemniej jednak, było warto.

Michał Rusinek: Tak się zastanawiam i muszę Cię o to zapytać, czy ufasz bardziej ludziom, czy może zwierzętom?

Wiktoria Czajka: Odpowiedź na to pytanie, wbrew pozorom, nie jest taka oczywista. Odruchowo chciałam powiedzieć, że bardziej ufam zwierzętom. Pierwsza myśl to proste i wręcz naiwne skojarzenie, że przecież zwierzęta są wierne, oddane. Pytanie należy postawić, jakie zwierzęta i wobec kogo są oddane? Czy przypadkowo spotkany w lesie dzik jest wierny wobec nas, czy wobec swojej rodziny? Nie jestem w stanie powiedzieć komu bardziej ufam. Nieprzewidywalność jest cechą wspólną zarówno zwierząt, jak i ludzi (szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że ludzie z biologicznego punktu widzenia również są zwierzętami), a nie jest to cecha, która sprzyja zaufaniu. Pewnym jest, że szanuję i szczerze podziwiam  zwierzęta m.in. za ich oddanie i lojalność, cechy, których niejednemu człowiekowi brakuje. Cechą godną podziwu jest również życie „tu i teraz”, która niejednokrotnie ułatwia im życie.. Niebywałym jest, gdy pies po wszystkich wyrządzonych mu krzywdach potrafi, z pomocą osób zaangażowanych, na nowo obdarzyć człowieka zaufaniem i bezgraniczną, bezinteresowną miłością.

Michał Rusinek: Pięknie to ujęłaś J Dobrze, to teraz trochę zmieniam front i zapytam Cię o najzabawniejszą historię jaka Ci się przytrafiła, oczywiście z udziałem zwierzaka?

Wiktoria Czajka: Najzabawniejsza sytuacja związana ze zwierzakiem przydarzyła mi się podczas wycieczki do rezerwatu przyrody w Stanach Zjednoczonych, o nieokreślonej w mej pamięci nazwie. W drodze powrotnej na parking, nad moją kuzynką z pełnym rozpędem przeskoczyła sarna, kopiąc ją racicą w głowę. Nikomu nic się nie stało, ale śmiechu było co nie miara, gdyż scena ta  wyglądała niesamowicie komicznie, ale przede wszystkim nieprawdopodobnie. Do dziś nie mogę w to uwierzyć. Jednak wszyscy obecni potwierdzają – nad Paulą przeleciała zwinnym susem SARNA.

Michał Rusinek: Wow, to faktycznie niezwykły przypadek J Dobrze, to teraz jeszcze zapytam Cię o najsmutniejszą historię?

Wiktoria Czajka: Najsmutniejszą rzeczą związaną ze zwierzakiem, jaka mi się przydarzyła, była śmierć mojego psa Pongo, który był ze mną aż 11 lat. Od chwili, gdy znalazłam go na ulicy i przygarnęłam, był mi wierniejszy, niż mój własny cień. Na starość, po zdiagnozowaniu u niego białaczki, weterynarze dawali mu 2 tygodnie życia. Natomiast psiak przeżył pod moją opieką 3 razy dłużej, karmiony gotowanym ryżem z kurczakiem i buraczkami, noszony na rękach na spacery. Zastrzyki z końską dawką żelaza nauczyłam się robić sama w domu. Gdy przyszedł ten trudny dzień, Pongo prawie godzinę umierał mi na rękach. Gdy odszedł, nieprawdopodobny ból rozdarł mi serce, a z moich ust wydobyło się najgłośniejsze i najbardziej rozpaczliwe „nie!”, o jakie mogłabym siebie podejrzewać…

Michał Rusinek: To smutne i przepraszam, że przywołałem te wspomnienia. Dobrze, w takim układzie powiedz mi, czym na co dzień zajmujesz się w schronisku?

Wiktoria Czajka: Praca w Schronisku w ramach wolontariatu jaką wykonuję, dzieli się na dwa rodzaje: pomoc bezpośrednia i pośrednia. Bezpośrednia to kontakt z psami w potrzebie: przede wszystkim wyprowadzam psy na spacer, dbam o ich pielęgnację (w zależności od potrzeby: czesanie, golenie, kąpanie), uczę podstawowych zasad i komend, nierzadko również pracuję z trudnymi psami. Nie bez znaczenia jest również obserwacja stanu zdrowia i zgłaszanie na bieżąco zauważonych nieprawidłowości do schroniskowego gabinetu weterynaryjnego. Czasem Schronisko organizuje, bądź bierze udział w różnego rodzaju imprezach o charakterze edukacyjnym, w których również często biorę udział jako wolontariusz. Przykładem takiego wydarzenia był tzw. PSIEmarsz ulicą Piotrkowską, który niedawno miał miejsce (12.12.2015r.), podczas którego apelowaliśmy, że zwierzę nie jest rzeczą, a co za tym idzie, nie może być np. prezentem pod choinkę… Zainteresowanych akcją zapraszam na wydarzenie na Facebook’u TUTAJ Jako wolontariusze, możemy pochwalić się również aktywnym udziałem w Targach Zoologicznych odbywających się w Hali Expo, na które co roku zabieramy kilka z naszych psiaków do adopcji i promujemy je, nasze schronisko, oraz ogólnie ideę adopcji zwierząt zamiast ich kupowania. Zdjęcia mojego autorstwa z takich targów obejrzeć można TUTAJ

Do moich zadań, jako wolontariusza, należy dodatkowo wykonywanie zdjęć psom do adopcji. Jeśli chodzi o sesje fotograficzne, nie mogłabym pominąć autorskiego projektu Kasi Rezle „Projekt Kanapa – z klatki do chatki”, w którym również biorę udział. Podczas tego eventu, całą ekipą „kanapową” odwiedzamy różne schroniska w Polsce i przeprowadzamy sesje fotograficzne psiaków adopcyjnych w scenerii iście domowej, a mianowicie… na tytułowej KANAPIE J Oczywiście nie brakuje różnych rekwizytów, w zależności od sezonu. W ostatni weekend po raz pierwszy odwiedziliśmy Schronisko dla Zwierząt Funny Pets w Czartkach koło Sieradza, a na Kanapie psiakom towarzyszyła również nasza niestrudzona „kanapowa” Śnieżynka, Jagoda Sakosik J Pragnę dodać, iż jest to inicjatywa oddolna i niezależna. W projekcie biorą udział zarówno wolontariusze Łódzkiego Schroniska, jak i osoby niezwiązane z naszym schroniskiem. Tak czy owak, cel przyświeca nam jeden: pokazać światu psiaki szukające domów, ale w sympatycznych dla oka, domowych okolicznościach. Ideę całego przedsięwzięcia można ująć stwierdzeniem: „Nie widzisz schroniskowego psiaka na swojej kanapie? My Ci w tym pomożemy!” J Odwiedziliśmy już m.in. Schronisko dla Zwierząt w Łodzi, Fundację Medor w Zgierzu, Fundację Niechciane i Zapomniane w Łodzi, Przytulisko w Głownie, Schronisko dla Zwierząt w Pabianicach, Schronisko „Na Paluchu” w Warszawie, Schronisko „Funny Pets” w Czartkach.  Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych na naszą oficjalną stronę na Facebooku TUTAJ, również fundacje i schroniska zainteresowane współpracą. Na stronie znajdują się zawsze informacje nt. aktualnie planowanych sesji zdjęciowych – w którym schronisku i kiedy :-)

 


 

Czynności pośrednie, które nieraz wykonuję na rzecz zwierzaków w potrzebie, to wszelkie działania promocyjne np. tworzenie ogłoszeń nt. psów do adopcji, ale i psów zaginionych/znalezionych, umieszczanie ich w Internecie, na różnych portalach tematycznych, tudzież rozklejanie ich w wersji papierowej w lecznicach, sklepach zoologicznych itp.; jak również praca nad obróbką zdjęć i prowadzenie mojej autorskiej strony www.vikcza.flog.pl oraz na Facebooku: www.facebook.com/vikcza.flog; a także współtworzenie stron na Facebooku, takich jak: „Wolontariusze z Łodzi. Pomagamy, bo kochamy” TUTAJ; „Projekt Kanapa - czyli z klatki do chatki” (adres strony powyżej).

 

Na drugą część wywiadu z Wiktorią zapraszam Państwa serdecznie już za tydzień :-)